Tatry – Czarny Staw Gąsienicowy

Jako cel niedzielnej wycieczki obraliśmy Tatry. Wyjazd z Krakowa bladym świtem skutkował tym, że do TPNu w Kuźnicach wchodziliśmy już o 8 rano. Plan wycieczki zakładał przejście nad Czarny Staw Gąsienicowy. Według map ta trasa powinna zająć ok 6 godzin, jednak już od początku wiedzieliśmy, że zejdzie nam trochę dłużej, głównie ze względu na zdjęcia. Oj tak, PROCEDURA ściągania plecaka, rozstawiania statywu, montowania kamery, robienia kilku ujęć, a potem zwijania tego do plecaka zajmowała sporo czasu.

Jako początek wybraliśmy żółty szlak przez Dolinę Jaworzynka. Brak turystów, poranne słońce, brak wiatru – to wszystko dobrze zapowiadało nadchodzący spacer. Pojedyncze krokusy dopiero się budziły po chłodniejszej nocy, jednak widoki na Polanie Jaworzynka były warte postoju.

Dalej droga pięła się w górę przez las, co jakiś czas ukazując któryś z okolicznych szczytów. Tutaj też zaczął pojawiać się śnieg w większych ilościach, ale nie takich, żeby utrudniać poruszanie się. Na szczęście wiosna zdążyła go już sporo wytopić. Kolejny postój na Przełęczy pomiędzy Kopami. Dochodzi tutaj niebieski szlak z Kuźnic, więc zaczyna pojawiać się coraz więcej turystów. Idąc dalej w stronę Doliny Gąsienicowej i schroniska Murowaniec zaczynamy mijać coraz więcej osób, czy to wracających, czy nas wyprzedzających. Na Hali Gąsienicowej krokusy już w znacznie mniejszej ilości niż w innych tatrzańskich dolinach, ale chętni dalej mogli jakieś ciekawe zdjęcia upolować. Stąd czeka nas tylko 30 min spaceru nad Czarny Staw Gąsienicowy. Jak się później okazało – ten odcinek był już trudniejszy technicznie – bo nie licząc tego, że praktycznie całą drogę szło się po śniegu, to jeszcze ścieżka momentami była na tyle wąska, że trzeba było nadchodzącym ustąpić drogi. Podczas niefortunnego zejścia ze szlaku, można było wpaść w śnieg praktycznie po pas (czego oczywiście nie uniknęliśmy – przy okazji wyginając kijek trekkingowy).

Przy samym stawie zastała nas mocno pochmurna pogoda, zupełnie inna niż ta przy schronisku, czy w niższych partiach gór. Nad stawem kręciło się sporo turystów, niektórzy – tak jak my, po chwili wracali na dół, a inni ubierali raki i szli na Karb, lub w stronę Granatów.

Po orzeźwiającym napoju i posiłku pod schroniskiem nadszedł czas powrotu. Trasa znana, więc ruszamy, przy okazji szukając skrzynek z geocachingu. Idzie się przyjemnie, bo słońce jest już wysoko i grzeje, redukując skutki lekkich podmuchów wiatru. Wracając, na Przełęczy pod Kopami wybieramy niebieski szlak który zapowiada się ciekawy pod względem widoków. No i nie mylimy się – po kilkunastu minutach docieramy na Skupniów Upłaz, czyli grzbiet wznoszący się pomiędzy Doliną Jaworzynka, którą wcześniej wychodziliśmy, a Doliną Olczyską. Widoki poniżej:

Po zejściu z upłazu droga w dół już nie zachwyca. Ot, spacer w dół przez las 🙂 Ostatni pozytywny akcent to dojście na Boczań, gdzie z „okna” można zobaczyć Polanę Kalatówki, Giewont i Kopę Kondracką. Końcówka trasy do Kuźnic prowadzi po dość wyślizganych kamieniach, na szczęście szybko się kończy i dochodzimy do „cywilizacji”. Potem już tylko 3h jazdy w korkach i jesteśmy w domu.

PS. Jeśli na panoramach są jakieś błędy merytoryczne z nazewnictwem czy oznaczeniem szczytu, proszę o informacje w komentarzach – nie jesteśmy wielkimi znawcami topografii Tatr 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *