Tatry – Starorobociański Wierch

Pierwszomajowe święto pracy postanowiliśmy uczcić pracą naszych mięśni i wybrać się w Tatry. Były wahania czy wybrać wycieczkę na Czerwone Wierchy, czy Starorobociański Wierch, ale po dłuższych dywagacjach padło na górę Starej Roboty (w końcu pasuje do Święta Pracy ;)).

Początek trasy mocno nudny. Po zaparkowaniu samochodu u wlotu doliny Chochołowskiej dreptamy 2 godziny do odejścia na czarny szlak w kierunku Siwej Przełęczy. Ludzi w dolinie jest już trochę, pomimo wczesnej godziny (było jakoś przed 8). Na szczęście czarny szlak wybiera znacznie mniej osób, wiec spotykamy tylko pojedynczych turystów. Im bliżej końca doliny, tym szlak coraz bardziej pnie się do góry, regle ustępują miejsca kosodrzewinie. Po prawej stronie cały czas mamy ładne widoki na Trzydniowiański Wierch, Czubik oraz Kończysty Wierch, w oddali majaczy Starorobociański Wierch, a nam nie chce się wierzyć, że jeszcze dzisiaj tak wysoko wejdziemy.

Swoją drogą nazwa doliny, jak i wierchu, wzięła się od starej roboty, czyli nieczynnych sztolni starych kopalni, które znajdowały się w masywie Ornaku. Wydobywano tutaj od XVI wieku rudy antymonowo-miedziane, a potem także piryt.

Im bardziej podchodzimy pod Siwą Przełęcz, tym bardziej wieje. Na początku cieszymy się, bo jest to fajny chłodzący wiaterek, ale na samej przełęczy wieje już tak, że momentami dosłownie zwala z nóg. I co z tego, że widoku super, skoro ciężko panoramę zrobić. Podchodzimy trochę wyżej, trafiamy na bezwietrzny moment, więc szybko rozstawiamy sprzęt, żeby uwiecznić te ładne widoki.

Po dotarciu na Siwy Zwornik wiatr nie ustaje, więc w mniejszych i większych podmuchach docieramy na szczyt. Trochę ludzi już na nim jest, a co chwile dochodzą nowe grupy. Momentami czuje się jakby dojeżdżał bus z Kuźnic wyrzucający kolejnych turystów 😉 Ewidentnie szlak prowadzący tutaj z Trzydniowiańskiego Wierchu był w ten dzień bardziej popularny.

Na samym szczycie Starorobociańskiego Wierchu nie licząc tego że wiatr straszny, to widoki na całe Zachodnie, jak i część Wysokich Tatr, rewelacyjne. Przejrzystość powietrza na tyle dobra, że w oddali widać nawet Babia Gore, czy grzbiety Gorców. Przez chwilę podziwiamy widoki, jemy kanapki, a w przerwie wiatrowej próbujemy zrobić panoramę, tak aby było na niej jak najmniej osób 😉

Ale do domu niestety też trzeba wrócić, więc powoli ruszamy w stronę Kończystego i Trzydniowiańskiego Wierchu. Cały czas towarzyszą nam ładne widoki, a że pora coraz późniejsza, to i jakoś liczba turystów się zmniejsza. Na Trzydniowiańskim rezygnujemy z dłuższej wersji zejścia przez Dolinę Jarząbczą i schodzimy do Polany Trzydniówka, gdzie potem czeka nas jeszcze kilka kilometrów nudnego spaceru do parkingu. Mocno intensywny dzień, telefon mówi, że przeszliśmy 32 kilometry, a mapa wspominała o 1600 metrach przewyższenia. Ale patrząc na to jaką mieliśmy pogodę i widoki, to zdecydowanie warto było się pomęczyć!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *