Mierzeja Kurońska – perełka Bałtyku

Litwa nie może pochwalić się zbyt dużą ilością miejsc na liście UNESCO. Jak już pewnie niektórzy czytali, Wilno nas nie zachwyciło, Południk Struvego to dziwna ciekawostka dla geografów, Kernave nie udało się zwiedzić ze względu na deszcz – więc pozostał ostatni punkt: Mierzeja Kurońska. Jeśli chodzi o kwestie techniczne, to mierzeja jest bardzo specyficznym rodzajem wąskiego półwyspu, który całkowicie (lub prawie całkowicie) odgradza jezioro od morza. Nad Bałtykiem są trzy mierzeje: Łebska, Wiślana (o której ostatnio głośno w mediach), no i właśnie Kurońska. Ta ostatnia jest też najdłuższa, bo ma aż 98 kilometrów długości. Prawie po równo jej obszar rozdziela granica litewsko-rosyjska. Ze względów wizowych, nam udało się zwiedzić jej północną, czyli litewską część.

Jedyny sposób dotarcia na mierzeje od strony Litwy to prom z Kłajpedy do miejscowości Smiltyne, który płynie kilka minut. Tak właściwie to promy są dwa, stary (pieszo – rowerowy) i nowy (transportujący wszystko jak leci). Jeśli ktoś szuka cen czy godzin kursów, to odsyłam na oficjalną stronę – jednak można przyjąć, że w godzinach szczytu pływa on co 20 minut. Na mierzeję można się dostać też lądem od strony rosyjskiej, jednak potrzeba wizy rosyjskiej.

Piasek, piasek, dużo piasku…

Wyjątkowość mierzei

A co czyni mierzeję tak wyjątkową, że w 2000 roku została wpisana na listę UNESCO? Otóż dawno, dawno temu, mierzeja była pokryta gęstymi lasami. Potem przyszli źli ludzie i popsuli lasy 😛 A tak już bardziej poważnie, to faktycznie mierzeja była gęsto zalesiona i w wyniku ludzkiej działalności w krytycznym momencie na półwyspie zostało tylko 10% lasów. Najpierw przez wzrost populacji i wypas bydła została zniszczona delikatna wydmowa roślinność. Żywot fauny zakończyła armia rosyjska w XVIII wieku, kiedy wycięła pozostałą część lasów. Niby było to podyktowane potrzebami militarnymi (budowa setek łodzi), jednak szkody były ogromne. Później było tylko gorzej, bo nanoszony przez wiatr piasek niszczył pierwotny krajobraz, a nawet pochłaniał całe wioski. Na przeciągu 150 lat, zostało zasypanych aż 14 osad rybackich.

Na początku XIX wieku pracownik lokalnej poczty wpadł na pomysł odtworzenia pierwotnego krajobrazu mierzei. Wraz ze swoim ojcem w 1825 roku rozpoczęli proces zalesiania, który trwał przez ponad sto lat, kontynuowany przez mieszkańców półwyspu. Na chwilę obecną lasy stanowią 75%, a wydmy około 12% powierzchni. Mierzeja stała się ponownie ostoją wielu gatunków ptactwa, unikalnych roślin – i obecnie terenem parku narodowego. To właśnie to odtworzenie ludzkimi rękami pierwotnego stanu ekosystemu stanowi o unikalności tego obszaru w skali całego świata.

Fajna „wieża” widokowa na końcu ścieżki.

Punkt widokowy na wydmy

Pomimo że praktycznie cały obszar mierzei jest parkiem narodowym, to warto zatrzymać się gdzieś w połowie litewskiego fragmentu, gdzie mamy około 700-metrowy spacer do punktu gdzie robiliśmy panoramy. Jest to wyznaczona ścieżka po wydmach i pod żadnym pozorem nie należy z niej schodzić. Wstęp kosztował 2€ od osoby, za co dostajemy widok, gdzie można z jednego punktu zobaczyć zarówno Bałtyk, jak i Zatokę Kurońską.

Wjazd na mierzeje własnym pojazdem silnikowym jest płatny. Jadąc na południe, zaraz przed miejscowością Alksnynė trafiamy na bramki poboru opłat. Cena wjazdu zależy od pory roku (sezon turystyczny itd.) jak też i pojazdu. Wjazd za 2 motocykle to koszt 10€, ale zgaduje, że w przypadku samochodów może być on trochę wyższy. Ogólnie sam półwysep jest ciekawą bazą wypadową nad Bałtyk. Czyste plaże z ładnym piaskiem, a jak się odejdzie kawałek dalej od zapchanych parkingów, to można znaleźć ustronne miejsce tylko dla siebie.

Na pewno ciekawe są okoliczne miasteczka (chociaż poza Nidą to chyba większości bliżej wielkością do wsi). Urocza drewniana i kolorowa architektura na pewno przyciąga wzrok. W trakcie sezonu turystycznego widać tutaj dużo ludzi, jest także problem z parkowaniem. Główni turyści to Niemcy, Litwini i Rosjanie z Kaliningradu, którzy nie mają tak daleko. Niestety to też niekorzystnie wpływa na ceny, które są po prostu wyższe niż w pozostałych częściach Litwy. Tak czy tak, jeśli ktoś myśli o wakacjach nad Bałtykiem, a Polska już mu się znudziła – to polecamy mierzeję. Nam się tutaj podobało, głównie ze względu na spokój i przyrodę 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *