Mała Fatra czyli Bieszczady z Tatrami w pigułce

Trasa którą przeszliśmy – źródło: mapa-turystyczna.pl

Od dłuższego czasu planowaliśmy jakiś wypad w góry. Mieliśmy tylko jeden dzień „wolnego” więc decyzja padła na trochę niższe i teoretycznie łagodniejsze góry. Przeglądając różne blogi, zdecydowaliśmy się odwiedzić góry Mała Fatra na Słowacji. Biorąc pod uwagę, że to 3 godziny jazdy samochodem z Krakowa, to czekało nas wczesne wstawanie. Naszym celem było zdobycie Małego i Wielkiego Rozsutca, więc najlepszą bazą startową jest miejscowość Stefanova.

Turystyka górska na Słowacji jest dużo bardziej popularna, a przez to też rozwinięta. Żeby w górskich miejscowościach nie robić dzikich nalotów bandy turystów, przed wjazdem do miejscowości są duże, płatne i betonowe parkingi. Wjazd do miejscowości powyżej dozwolony jest tylko dla mieszkańców. Przypomniało mi to o sytuacji z Bieszczad, gdzie idąc na Tarnicę, wszyscy turyści parkowali samochody na dziko wzdłuż drogi, tworząc wielokilometrowy sznurek. Widać ewidentnie różnicę w podejściu lokalnych samorządów.

W każdym razie na miejscu byliśmy około 8 rano. Parking był już częściowo zapełniony, bo zapowiadała się ładna pogoda. Szybka zmiana butów na turystyczne, pakowanie sprzętu do panoram i innych akcesoriów wyprawowych, no i ruszamy na szlak.

Horné diery – malowniczy wąwóz

Droga niebieskim szlakiem wiedzie przez wąwóz, który przypominał nam Słowacki Raj. Droga prowadząca dnem górskiego potoku, raz z jego prawej, a raz z lewej strony. Idziemy lasem, mijając skały i od czasu do czasu przeskakując potok. Chłód poranka uprzyjemnia wycieczkę. Mijamy kilka kaskad wodnych i mini wodospadów. Podobnie jak w Słowackim Raju, trzeba pokonać tutaj kilka drabinek, więc minimalna sprawność fizyczna wymagana – no ale w końcu to góry. Wzdłuż strumienia idzie się niecałą godzinę, drugie tyle to też droga przez las, ale już bez wody. W końcu docieramy do polanki Pod Tanečnicou, gdzie robimy pierwszy odpoczynek. Z tego punktu dobrze też widać nasze 2 cele na dzisiaj, czyli Malý Rozsutec i Veľký Rozsutec.

Malowniczy skalny wąwóz z górskim potokiem.

Malý Rozsutec – niby mały, ale wymagający

Idziemy w stronę Sedla Medzirozsutce – czyli przełęczy pomiędzy obiema górami. Znajduje się ona na wysokości 1200 m n. p. m. i według mapy oraz znaków, na szczyt Małego Rozsutca można zajść w 20 minut. Patrząc na to, jak z tej perspektywy wygląda góra (jak ogromny kamień wystający z lasu), to nie wydaje nam się to możliwe. Jednak sprawnym górołazom nie powinno zejść tutaj dłużej. Dużym zaskoczeniem na trasie jest trudność terenu, którą tu zastajemy. Liczyliśmy na Bieszczady, a okazało się, że fragment szlaku jest wybitnie tatrzański: łańcuchy, klamry, brak możliwości wyminięcia się z ludźmi, a i spaść kilka metrów w dół też można. Może i wielkiej trudności nie było, ale na tym końcowym etapie dużo turystów, którzy przeszacowali swoje siły, może zrezygnować. Na szczycie za wiele miejsca nie ma, a ruch jest naprawdę spory. Za to jakie widoki! Pomimo niedużej wysokości (1344 m n. p. m.) możemy podziwiać panoramę Małej Fatry Krywańskiej, Wielki Rozsutec, kawałek gór Choczańskich i przy ładnej pogodzie Tatry Zachodnie. Widoki są piękne dzięki wybitności tej „skały w lesie”, co widać na panoramie poniżej.

Malý Rozsutec – widok ze szczytu

Veľký Rozsutec – jak to większy brat, może dać trochę w kość

Większy z Rozsutców, mimo że faktycznie wyższy – to nie sprawiał wrażenia ciężkiej góry. A tu okazało się, że na dystansie 1.6 kilometra trzeba pokonać 400 metrów w górę. Jakby nie było – nachylenie 25 % non stop na szczyt. Monotonia tego wyjścia dała nam trochę w kość. Droga do góry nie jest zbyt spektakularna, jeśli chodzi o widoki przy trasie z północy. Dopiero bliżej szczytu widać trochę więcej okolicznych krajobrazów.

Pod kątem trudności trasy, czy elementów „wysokogórskich”, na Wielkim Rozsutcu po jego północnej stronie jest mniej takich miejsc, niż na Małym Rozsutcu. Wspomniane stałe nachylenie potrafi też nieźle zmęczyć. Na sam szczyt dochodzimy idealnie podczas wyjścia słońca zza chmur – w sam raz do panoramy. Wspaniałe widoki na wysokości 1610 m n. p.m. rekompensują wysiłek podczas wchodzenia. Panorama pasma Małej Fatry pokazuje jej „bieszczadzkość” czyli ładne i zalesione pagórki, w oddali przebijają się Tatry. Nic tylko siąść na szczycie i podziwiać widoki.

Veľký Rozsutec – widok ze szczytu

Małe zaskoczenie przy zejściu

Po odpoczynku, zrobieniu zdjęć i panoram pasowało wreszcie zacząć schodzić do parkingu. Portal mapa-turystyczna.pl, z którego często korzystamy, pokazywał około godziny ze szczytu na parking. Jednak schodząc trasą na południe, okazało się, że trafiliśmy na masę łańcuchów w dół, w tym niektóre naprawdę wymagające. Schodzimy, schodzimy, schodzimy… a do dołu dalej daleko. Na przełęczy Medziholie byliśmy ponad godzinę po ruszeniu ze szczytu, gdzie według mapy miało być 15 min. Patrząc w górę na przebytą trasę, to taki czas byłby możliwy wyłącznie spadochronami, których nie mieliśmy 😉 Na szczęście ten błąd w czasach przejścia został już skorygowany – więc następni turyści mają trochę lepiej.

Przez nasze wszystkie przerwy na odpoczynki, szukaniu geocachy, robieniu zdjęć i panoram zeszło nam dłużej, niż planowaliśmy. Zapadał już zmrok jak dotarliśmy do restauracji na obowiązkowy vyprážaný syr. Dzień pełen wrażeń i widoków, ale na pewno było warto. Szkoda tylko, że Mała Fatra nie jest bliżej Krakowa.

1 thought on “Mała Fatra czyli Bieszczady z Tatrami w pigułce

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *