Trzy Korony w Pieninach – magnes na turystów

Tym razem obmyśliliśmy sobie, że wreszcie przetestujemy gdzieś w małych górach raczki turystyczne zakupione w poprzednim sezonie. Padło na Trzy Korony, czyli najbardziej charakterystyczną górę w Pieninach. Po wstępnej analizie stwierdziliśmy, że zagrożenia lawinowego nie ma, śniegu też nie dużo, a i góra nie aż tak bardzo wymagająca.

Standardowo bladym świtem wyruszyliśmy z domu i już o 8 rano zaparkowaliśmy na pustym parkingu w Sromowcach Niżnych. Szybka zmiana butów, przepakowanie rzeczy i ruszamy na szlak. Pogoda wtedy wyglądała na „średnią”, ale liczyliśmy, że się jeszcze poprawi.

Droga ze Sromowiec ładnie pokazuje cel wycieczki

Trzy Korony

Najpierw idziemy w górę żółtym szlakiem, żeby po kilkunastu minutach skręcić w prawo na szlak zielony. Po przekroczeniu Szopczańskiego potoku zaczynają się małe schody. Trzeba założyć raczki, żeby nie zjeżdżać w dół. To dla nas nowe odkrycie, jak takie gumowo-metalowe „coś” na butach ułatwia zimowy trekking!

Podczas obchodzenia Pańskiej Skały pierwsze zdziwienie: musimy na szlaku przekraczać zwałowiska po lawinach. Czyli nawet w takich dość niskich górach, jakimi są Pieniny, można na lawinę trafić. Na szczęście ślady po lawinach nie były duże – miały kilkanaście-kilkadziesiąt metrów długości i kilka metrów szerokości. Chociaż w sumie wystarczająco, żeby się poturbować, gdyby taka lawina nas porwała.

Po wyjściu z lasu odpoczywamy na przełęczy Kosarzyska. Stąd czeka nas jeszcze około 20 minut w górę na szczyt. Tuż przed szczytem zdejmujemy raczki, bo na platformę widokową idzie się po stalowych schodkach, gdzie śniegu już nie ma. Dopiero tutaj spotykamy innych turystów, a do tego momentu była pustka.

Trzy Korony są najbardziej atrakcyjnym widokowo, jak też i najbardziej popularnym miejscem, w Pieninach. Góra składa się z 5 wapiennych turni, z czego na największy (982 m n.p.m), zwany Okrąglicą, jest wytyczona droga z platformą widokową. Ze szczytu, przy dobrej pogodzie rozciąga się widok na Tatry, Gorce, Magurę Spiską i Pasmo Radziejowej. Około 500 metrów poniżej widać przepływający Dunajec.

To właśnie te piękne widoki powodują niezwykłą popularność góry. W sezonie wakacyjnym wstęp jest biletowany i kosztuje 6 zł. W słoneczne weekendy zdarzają się kolejki na platformę, gdyż mieści ona około 30 osób, a chętnych na wejście jest znacznie więcej. My robimy panoramę i możemy iść dalej. Zresztą wiejący na szczycie Halny nie zachęca do dłuższych kontemplacji widoków.

Ze szczytu rozciąga się panorama na Tatry, Gorce i inne pasma górskie

Zamek Pieniny

Nasza trasa zakładała powrót na przełęcz Kosarzyska i zrobienie panoram na Zamku Pienińskim. Niestety tutaj zawiodły nasze przygotowania do wycieczki, ponieważ od maja 2017 roku zamek jest zamknięty. To wtedy zawalił się fragment stropu i władze parku narodowego zdecydowały o zamknięciu atrakcji, ze względu na bezpieczeństwo turystów.

Pierwsze przekazy historyczne o zamku można znaleźć w XIV-wiecznych kronikach Jana Długosza. Wspomina on, że na zamku wielokrotnie ukrywała się przed najazdem Tatarów żona Bolesława Wstydliwego – święta Kinga. Jednak sam zamek, mimo swojej górskiej niedostępności, nie był zbyt długo używany. Opuszczony w drugiej połowie XIV wieku, a zniszczony kilkadziesiąt lat później.

Obecnie zostały po nim tylko ruiny – 90-metrowy fragment muru, ocembrowana cysterna na wodę i fragment kwadratowej wieży lub komnaty. Niestety w związku ze wspomnianym zawaleniem, nawet i tego nie da się chwilowo zwiedzić. Kiedyś były nawet plany rekonstrukcji zamku, jednak zostały zaniechane ze względu na dużą trudność terenu, w którym zamek się znajduje, jak też i wysokie koszty.

Przed wejściem do zamku znajduje się Grota św. Kingi, w której członkowie Towarzystwa Tatrzańskiego postawili w 1904 roku figurkę świętej. Raz w roku, 24 lipca, przy figurze odprawiana jest msza święta.

Wąwóz Szopczański

Z zamku postanowiliśmy dołożyć jeszcze trochę spaceru i zeszliśmy niebieskim szlakiem do polany Wyrobek. Tutaj dało się zauważyć nawet ślady nart, co znaczy, że i w Pieninach są amatorzy ski-tourów.

Z niej skierowaliśmy się na południowy zachód na przełęcz Szopka. To tutaj krzyżują się dwa szlaki: żółty z Krościenka do Sromowiec Niżnych i niebieski z Czorsztyna na Trzy Korony. Podobno latem bywa tutaj tłoczno, na szczęście teraz spotkaliśmy tylko kilka osób.

Zejście z przełęczy do Sromowiec wiedzie przez wąwóz Szopczański. Do tej pory nie zdarzyło nam się tędy iść, więc byliśmy mocno zdziwieni malowniczością miejsca. Las, wapienne skały wznoszące się po bokach, dołem płynący potok Szopka, a ludzi praktycznie brak. Nawet udało nam się zobaczyć dwa „dzikie” wodospady, które powstały z topiącego się śniegu i spływały do wąwozu. Musimy przyznać, że podobał się on nam o wiele bardziej niż wąwóz Białej Wody, przez który przechodziliśmy podczas naszej wycieczki na Wysoką.

Zejście malowniczym wąwozem pozwala na chwilę wytchnienia

Kawałek poniżej wylotu z wąwozu znajduje się schronisko PTTK „Trzy Korony”. To jedno z trzech schronisk w Pieninach, ale chyba też najdroższe cenowo. Jednak po ostatnio przeprowadzonym remoncie, wygląda na przytulne i pewnie warto się tutaj zatrzymać. Link do trasy, którą udało nam się przejść, można znaleźć tutaj.

Ciekawostki o okolicach

Na koniec, garść mniej lub bardziej interesujących ciekawostek.

Trzy Korony były do roku 1929 w prywatnych rękach. Dopiero wtedy polski rząd wykupił część terenów i trzy lata później założył pierwszy w Polsce (i jednocześnie najmniejszy) park narodowy.

Trzy Korony pierwotnie nazywano Pieninami. Dopiero w XIX wieku pojawiła się nazwa Kronenberg, tłumaczona na polski jako „Korona”. Obecna nazwa pojawiła się w 1860 roku, najprawdopodobniej w wyniku błędnego opisu znanego taternika i badacza folkloru – Eugeniusza Janotę.

W Czerwonym Klasztorze znajdującym się na drugim brzegu Dunajca, żył w XVIII wieku brat Cyprian. Był on najbardziej znanym zakonnikiem, pełnił funkcję lekarza, aptekarza i botanika. Jednak większą sławę (przynajmniej w dzisiejszych czasach) przyniosła mu legenda mówiąca, że inspirując się Twardowskim (tym z księżyca ;)) zbudował własne skrzydła, na których udało mu się zlecieć z Trzech Koron i wylądować na klasztornym dziedzińcu. Drugi wariant legendy mówi o doleceniu w okolice Morskiego Oka. Na podstawie tych historii powstał nawet film Latający mnich i tajemnica Da Vinci.

Według legend, w Wąwozie Szopczańskim często urządzano zasadzki na wojska Tatarskie i Szwedzkie, które przechodziły przez Pieniny. Niestety brakuje na to potwierdzenia w źródłach pisanych.

1 thought on “Trzy Korony w Pieninach – magnes na turystów

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *