Niespełnione marzenie o Toubkal, czyli góry Atlas i Imlil w skrócie

Pierwszym punktem naszej marokańskiej przygody było zobaczenie góry Toubkal, z tak bliska, jak to tylko możliwe. Po wylądowaniu w Marrakeszu, zapakowaliśmy się w niezwykle popularne tutaj „grand taxi” i ruszyliśmy w stronę gór Atlas.

Imlil – baza wypadowa

Chcąc iść na Toubkal, chyba wszyscy wybierają jako punkt startowy wioskę Imlil. To mała miejscowość leżąca 65 kilometrów na południe od Marrakeszu, na wysokości około 1800 metrów n.p.m. Stanowi więc dobry początek dla chcących wyjść na czterotysięcznik.

Sposobów dojazdu do Imlil jest kilka. Nachalni taksówkarze atakują już od lotniska, proponując horrendalne ceny. Podobno najtańsza opcja to transport publiczny, ale ze względu na czas z niej nie skorzystaliśmy. Udało nam się złapać grand taxi z okolic placu Jemaa El Fna za 50 MAD (około 5 euro) od osoby. Jechaliśmy w 5 osób, więc mieliśmy komplet. Ale będąc w mniejszej grupie warto poczekać na innych turystów jadących w tym samym kierunku (tak wracaliśmy z Imlil – cena identyczna). Parking grand taxi, z którego odjeżdżaliśmy, możecie znaleźć tutaj. Czas jazdy taxi to około 1,5 godziny w jedną stronę.

Widok z tarasu naszego riadu. Góry na wyciągnięcie dłoni!

Na miejscu

Pierwsze zdziwienie, które czekało nas przed wjazdem do miejscowości, to kontrola policji spisująca paszporty. Najprawdopodobniej miało to związek ze śmiercią dwóch turystek w okolicach w grudniu 2018. A że turyści to żyła złota Maroko, to zaczęto bardziej dbać o ich bezpieczeństwo.

Drugą rzeczą, która nas mile zaskoczyła to zieleń, której nie spodziewaliśmy się ujrzeć w kraju, kojarzonym przez nas jako pustynny. Dzięki spływającym z gór potokom z topniejącego śniegu, dolina odżywa i się zieleni. Woda przez jakiś czas dają wytchnąć roślinom. W tym miejscu spływające potoki z topiącego się śniegu w górach przez jakiś czas dają wytchnąć roślinom, tworząc miejscami spory busz w dolinie.

Sama miejscowość… jest nudna. Owszem, są tutaj hostele, restauracje, sklepiki, wypożyczalnie sprzętu turystycznego (nie korzystaliśmy), ale nic ponadto. Śmiało można powiedzieć, że jeśli ktoś się nie wybiera w góry, to tutaj nie ma czego szukać i lepiej spędzić ten czas w jakiejś bardziej przyjaznej części Maroko.

Toubkal – nasze (póki co) nieosiągalne marzenie

Jebel Toubkal, czyli najwyższy szczyt Maroko, gór Atlas i Afryki Północnej jednocześnie. Ma 4167 metrów wysokości, latem nie ma tutaj śniegu, a droga podejścia nie jest trudna technicznie – co czyni go chyba jednym z łatwiejszych czterotysięczników do zdobycia.

Nasz wstępny plan wizyty w Maroko zakładał wejście na szczyt, jednak 2 miesiące przed wyjazdem, ładniejsza część naszego zespołu „Podróży 360” skręciła kolano, co wyeliminowało nas z ataku na szczyt i trudniejszych wycieczek górskich.

Druga część naszej marokańskiej grupy (Regina, Karol i Kuba – pozdrawiamy) zdobyła szczyt w dwa dni. Pierwszy dzień to start z Imlil i dojście do schroniska na wysokości 3200 m n.p.m, a drugi to atak na szczyt o wschodzie słońca, zejście do Imlil i powrót do Marakeszu. Tutaj chcemy im pogratulować – może i nam też się kiedyś uda 🙂

Pobliski wodospad, może i Niagara to nie jest, ale też fajne miejsce

Spacer po okolicach

W czasie, gdy nasi znajomi wchodzili na Toubkal, my nie chcieliśmy marnować czasu, więc wybraliśmy się na „trekking” dookoła Imlil. Rano ruszyliśmy dziarsko wzdłuż strumienia, w górę, przez las.

Początek szlaku jest dość męczący. Jednak nie chodzi tutaj o zmęczenie fizyczne spowodowane trudnością trasy. Męczący są lokalni ludzie, którzy w każdym turyście widzą potencjalne źródło pieniędzy i namolnie wciskają biżuterię prosto z gór, dywany, zapasy wody, przejażdżkę na mule, batoniki… no po prostu wszystko. To nasze pierwsze takie bezpośrednie zderzenie z marokańską kulturą handlu i zdecydowanie możemy powiedzieć, że turyści introwertycy mogą mieć tutaj ciężko.

Uwalniamy się od sprzedawców, idziemy w cieniu drzew pod górę, wypatrując na trasie wodospadu, polecanego przez naszego gospodarza w riadzie, gdzie zatrzymaliśmy się na nocleg. Po 30 minutach dochodzimy na miejsce, a tam… kolejni sprzedawcy. Tym razem pod wodospadem rozstawił się punkt sprzedaży świeżo wyciskanego soku z pomarańczy. Turystów takich jak my jest więcej, bo co chwile mijają nas grupki z różnych krajów. Ale to nie koniec naszej trasy, chcemy iść bliżej Jebel Toubkal, który prawie cały czas „patrzy” na nas z góry.

Dopóki idziemy cienistą doliną, jest przyjemnie. Każde wyjście z lasu skutkuje „przysmażeniem” przez mocne afrykańskie słońce. W sumie dzień wcześniej w Polsce mieliśmy 5 stopni, a teraz jest pewnie około 30 – spora różnica. Najdalej dochodzimy kawałek za wioskę Aroumd, gdzie rozciąga się końcówka równiny przed podejściem na Toubkal. Podziwiamy trochę widoków, trochę lokalnych ludzi palących plastiki nad rzeką… no tak, tutaj nikt ociepleniem klimatu się nie przejmuje 🙂

Robi się późno, a my jeszcze chcemy wrócić do Marakeszu – więc trzeba pomału schodzić. Tym razem przechodzimy przez samo Aroumd, które jest jeszcze biedniejszą wsią niż Imlil. Położona na ostrym zboczu, ma tylko jedną główną drogę gdzie jakiekolwiek samochody są w stanie dojechać. Większość rzeczy przenoszona jest z Imlil na mułach, które spotykamy praktycznie co chwilę.

Po zejściu do wioski jeszcze trochę się kręcimy, robiąc zdjęcia i ciesząc się widokami. Przyrodniczo jest tutaj naprawdę pięknie i jeden dzień to za mało, żeby się nacieszyć bliskością gór Atlas. Jeśli ktoś ma więcej czasu, to zdecydowanie warto się zatrzymać tutaj na dłużej.

Dalej zapuszczają się tylko turyści idący na Jebel Toubkal

Góry Atlas – trekking

Idąc w te góry, trzeba mieć na uwadze kilka rzeczy. Po pierwsze: to GÓRY, z górami nigdy nie ma żartów i przed każdą wyprawą trzeba się przygotować.

Idąc na Toubkal, od tego roku jest potrzebny przewodnik. W górach są posterunki sprawdzające, czy turyści idą z przewodnikiem, więc dla własnego bezpieczeństwa lepiej takowego wynająć.

Jeśli już wybierzecie się gdzieś niżej bez przewodnika, to zalecamy obuwie nad kostkę (albo przynajmniej z porządną podeszwą 😉 ). Szlaki, po których my szliśmy, momentami były pełne obsypujących się kamieni i nie raz można było podjechać. Oprócz tego GPS jest bardziej niż przydatny. Oznaczeń szlaków nie ma praktycznie wcale, a czasem ścieżka wydeptana przez kozy może być myląca dla turystów.

Tak czy tak, my postaramy się w marokańskie góry jeszcze wrócić, jeśli tylko będzie okazja. Piękna przyroda i dzikość tych gór są dużymi magnesami dla ludzi lubiących ładne widoki, tak jak my.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *