Medyna w Marrakeszu – marokańska stolica chaosu

Nie wiem, czy istnieją osoby, które były w Maroko, ale nie zwiedziły Marrakeszu. To spore marokańskie miasto przyciąga każdego przynajmniej raz. My najpierw trafiamy tutaj na krótko po przylocie, żeby dwa dni później przyjechać na dwa dni. Głównym punktem naszego pobytu w tym mieście była zabytkowa medyna, o której będzie niżej.

Trochę historii

Na początek trochę nudnej historii o mieście 😉 Jest to 4 co do wielkości miasto w Maroko, zamieszkuje go prawie milion mieszkańców. Powstał w XI wieku i na początku był tylko niewielkim ksarem (w uproszczeniu – ufortyfikowaną osadą na szlaku karawan). Pierwsze mury miejskie powstały w XII wieku część z nich dotrwała do naszych czasów w prawie niezmienionym stanie. Wtedy powstała także większość zabytków znajdujących się w obszarze medyny.

To właśnie na okres XII i XIII wieku przypada duży rozkwit miasta, które wtedy stanowiło stolice imperium sięgającego od Oceanu Atlantyckiego aż do granic współczesnej Libii. Późniejsze wojny domowe nękające te obszary Maroko spowodowały spadek znaczenia miasta na mapie północnej Afryki.

Handel w medynie kwitnie, w każdej uliczce coś sprzedają.

Po okresie głodu i pustoszenia miasta, do Marrakeszu przybywa w XVI wieku dynastia Saadytów. To za ich czasów to miasto staje się znów wielkim i kwitnącym ośrodkiem handlu. Tereny tego imperium sięgały od południowej Portugalii do Timbuktu w Mali. Niestety kilkadziesiąt lat później epidemia dżumy znacznie redukuje populacje, a stolica kraju zostaje przeniesiona do Meknes. Od tego czasu Marrakesz zaczął tracić na znaczeniu w państwie, aż do współczesności – kiedy stanowi jeden z ważniejszych ośrodków turystycznych.

Medyna

Medyna (lub medina) to stara dzielnica arabskich miast. Ten termin głównie dotyczy miast Afryki Północnej, gdzie w czasach średniowiecza panowali Arabowie. Z tego powodu, pozostałości medyn można zobaczyć również na Malcie, czy w kilku miastach w Hiszpanii. Słowo „medyna” znaczy „stare miasto” i odnosi się zazwyczaj do dzielnicy z wąskimi uliczkami, pełnej bazarów oraz głównym meczetem.

Medyna w Marrakeszu jest chyba największą z wszystkich w Maroko i jedną z dwóch średniowiecznych (starsza od niej jest tylko ta w Fezie). Jest pełna wąskich uliczek, w których znajdują się suki. Suk – to specyficzna forma targowiska, gdzie wzdłuż wąskiej ulicy znajdują się sklepy, a na ich zapleczach wytwarzane są sprzedawane produkty. Trzeba przyznać, że w Marrakeszu powala ich ilość. Lokalni sprzedawcy proponują wszystko, od mebli, przez obuwie, aż do artykułów spożywczych. Jednak da się zauważyć, że coraz więcej sklepów jest nakierowana na turystów i sprzedają głównie rękodzieło.

Medyna w Marrakeszu została wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO w 1985 roku. Oprócz bazarów, w tej zabytkowej dzielnicy znajduje się kilka budynków, które warto odwiedzić.

Praktycznie cała medyna to wąskie i bardzo ruchliwe uliczki

Plac Jeema El Fna

Plac znany też pod polską nazwą Dżema El Fna, to największe targowisko w Marrakeszu. W dzień dość opustoszałe, działają tu głównie bazary z owocami i sokiem pomarańczowym,który możemy polecić, był naprawdę dobry 🙂 . Od zmroku plac tętni życiem i to tak naprawdę. Masę wędrownych sprzedawców lampionów, okularów, lokalni śpiewacy, treserzy małp, kobiety robiące tatuaże z henny, dużo budek z lokalnym jedzeniem. Co chwilę coś się dzieje. Niestety ciężko spokojnie przejść i nie być zaczepionym. Mimo to zdecydowanie warto odwiedzić ten punkt miasta – można śmiało powiedzieć, że to bijące serce Marrakeszu. My byliśmy zafascynowani.

Meczet i medresa Alego ibn Jusufa

Najstarszy meczet w mieście, zbudowany w pierwszej połowie XII wieku. Pierwotnie był dwa razy większy niż obecnie. Niestety jest on zamknięty dla niemuzułmanów, więc nie mogliśmy go zwiedzić. Tuż obok niego znajduje się medresa, czyli szkoła teologiczna zbudowana przez Sadytów w 1565 roku. Wstęp do medresy jest płatny, ale zabrakło nam czasu na jej odwiedzenie, żałujemy.

Nekropolia Sadytów

Dwa mauzolea, dziedziniec i ogrody. Niby nie dużo, ale mauzolea to bogato zdobione grobowce i doskonały przykład arabskiej architektury. Najstarsze groby datowane są na XVI wiek – spoczywają tu książęta z dynastii Saadytów. Były przez ponad dwieście lat zamurowane, aż do ponownego ich odkrycia w XX wieku.

Popołudniu, gdy wszystkie stoiska w suku się zamykają, robi się tutaj spokojniej.

Meczet Księgarzy

Największy meczet w Marrakeszu, będący wizytówką miasta. Dzięki prawie 70-metrowej wieży jest doskonale widoczny. Zbudowany pod koniec XII wieku – po więcej informacji o nim, zapraszamy do osobnego wpisu.

Ogrody Marrakeszu

Pomimo niesprzyjającego klimatu, w Marrakeszu możemy znaleźć kilka oaz pełnych zieleni, w postaci ogrodów. Najstarsze z nich, wpisane też na listę UNESCO, to ogrody Menara. Założone w XII wieku, do dzisiaj zachwycają swoim pięknem. Podobnie stare są położone na południe od medyny ogrody Agdal. Pierwotnie służyły one jako sady owocowe na potrzeby miasta – obecnie to ogród botaniczny o powierzchni 400 hektarów. Znacznie młodsze i mniejsze, ale nie znaczy, że mniej ciekawe, są ogrody Majorelle. Usytuowane na północ od medyny, założone w XX wieku przez francuskiego malarza. Pokochał on Marrakesz, zamieszkał tutaj i budował ten ogród przez 30 lat. Od lat 50-tych ogród upadał, aż do roku 1980, kiedy znany projektant Yves Saint Laurent odkupił ogród i przywrócił mu dawny blask.

Chaos, wszędzie chaos

Czas na nawiązanie do tego trochę click-baitowego tytułu. Z całą pewnością możemy stwierdzić, że Marrakesz jest „dziki” – zwłaszcza jeśli jest to dla kogoś pierwsza styczność ze światem arabskim (tak jak dla nas). Obserwowanie co wyczynia się w ruchu ulicznym, może dodać trochę siwych włosów na głowie. Oczywiście później można się do tego przyzwyczaić i nawet uczestniczyć w tym ruchu jako kierowca. Wcale nie jest tak tragicznie, jednak pierwsze wrażenie samo wciska nam do ust – wow!

Wejście za mury mediny tylko to wrażenie chaosu pogłębia. W wąskich uliczkach mijają się turyści, lokalni piesi, rowerzyści, skutery, osiołki i przeróżne wózki wożące towary. Tutaj na ulicy nie da się zaznać ciszy i spokoju, non-stop ktoś coś pokrzykuje, co chwilę warczy nam za plecami skuter. Taki jest po prostu urok tego kraju – który mocno nasila się w dużych miastach. Na marokańskiej „prowincji” jest pod tym względem znacznie spokojniej.

Nocne życie na placu Jema El Fna – tego nie można ominąć.

Co warto wiedzieć

Kilka przydatnych rzeczy, które udało nam się zaobserwować podczas wizyty w Marrakeszu – ale ma też częściowo zastosowanie do innych miast w Maroko.

Jeśli już musimy kupić pamiątki w Marrakeszu, to zawsze, ale to zawsze należy się targować. Czasem można coś kupić za 1/3 ceny podanej przez sprzedawcę, ale umiejętności negocjacyjne mocno się przydają. Pamiątki jednak warto kupić poza Marrakeszem, bo ceny czasem są tutaj mocno zawyżone w stosunku do innych i trochę mniej turystycznych regionów.

Targowanie się dotyczy nie tylko sklepów, ale praktycznie wszystkiego co nie ma „stałej” ceny gdzieś napisanej. Czasem może dotyczyć pieczywa, gdzie okazało się, że na głupich bułkach chciano nas oszukać, sprzedając je 3 razy drożej (gdzie mimo to dalej było tanio). A więc targujcie się w taksówkach, sklepach, bazarach, wszelkich usługach itp. Chyba tylko w restauracji i stacji benzynowej się nie targowaliśmy – bo były wywieszone ceny.

Maroko to nie jest kraj oszustów – chociaż czasem można odnieść takie wrażenie. Sporo osób traktuje białego turystę jak chodzący bankomat, ale nie można generalizować. Dużo też jest ludzi sympatycznych i bezinteresownych.

Nie zalecamy także chodzenia późnym wieczorem po odległych zaułkach medyny. Bardzo łatwo się tu zgubić, a jeśli nie chodzi się dużą grupą ludzi, to można zostać napadniętym i okradzionym. Nie na darmo przy niektórych riadach jest „ochrona” w postaci lokalnego stróża odprowadzającego nocą turystę do główniejszej ulicy.

Chyba ostatnim punktem z „przestróg” są wszelkiej maści lokalni przewodnicy. Na ulicach znajdzie się sporo chętnych osób, które zagadują, chcą coś pokazać, czy pomóc, a na końcu okazuje się, że chcą za to opłaty. Proceder dość popularny, ale mocno zwalczany przez władze Maroko – oficjalni przewodnicy chodzą po ulicach z identyfikatorami, numerem licencji i tak dalej. Nam zdarzyło się naciąć na właśnie takiego lokalnego „przewodnika” , ale pomimo tego, że nas dość sporo skasował, to udało nam się zobaczyć, jak wygląda lokalna garbarnia skór. Tak czy tak – lepiej nie ryzykować, bo potem może się taka sytuacja nieprzyjemnie skończyć.

2 thoughts on “Medyna w Marrakeszu – marokańska stolica chaosu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *