Dolina Dades – bajkowe miejsce w Maroko

Jeśli ktoś lubi piękne krajobrazy, a nie ma wystarczająco sił lub chęci, żeby biegać po górach Atlas, to koniecznie musi odwiedzić dolinę Dades. Dolina ta jest chyba niepowtarzalnym miejscem na skale całego Maroko. Została wyrzeźbiona przed rzekę Dades, płynącą z północnego-wschodu w kierunku miasta Warzazat. Jej najbardziej malowniczy fragment to droga pomiędzy miejscowościami Boumalne Dades a Agoudal. Kolorowe skalne ściany pną się prawie pionowo w górę, tworząc 200, a czasem i 500-metrowe urwiska.

Pierwsza próba pokonania rzeki nie udana, ale widoki piękne.

Dolina Tysiąca Kazb

Jeśli w jakiejś dolinie płynie rzeka, to dość naturalne jest osadnictwo w okolicach koryta – wszak to świeża słodka woda. A jeśli mówimy o takim suchym i ciepłym kraju jak Maroko – to tym bardziej oczywiste jest, że w takich dolinach będą się osiedlać ludzie.

Dolina rzeki Dades, zwana jest „Doliną Tysiąca Kazb”, czyli takich domów-warowni, w których zazwyczaj żyła jedna bogata rodzina. To właśnie z powodu bardzo dużej ilości kazb wzniesionych na ostrych zboczach doliny, dostała ona taką nazwę.

Drugą nazwą tego miejsca jest też „Dolina Róż” – która wzięła się od upraw róży damasceńskiej kwitnącej w maju. Wyrabia się z niej głównie różane olejki, ale także inne kosmetyki. My, pomimo majowej wizyty, owych plantacji nie widzieliśmy, co jednak nie znaczy, że ich nie ma. Udało nam się może zwiedzić jeden procent doliny, która ma ok. 350 kilometrów długości.

Garść informacji dla fanów geologii. Wąwóz powstał na dnie morza, które było tutaj przed milionami lat. Istniał nawet wtedy, gdy zaczęły się formować okoliczne góry Atlas. Jest nazywany Wielkim Kanionem Maroko, ze względu na obszar, głębokość, jak też i kolor skał. Właśnie dzięki wspomnianemu morzu, fani geologii mogą tutaj cały czas poszukiwać wszelkiego rodzaju skamieniałości w postaci amonitów, trylobitów i wszystkich innych żyjątek zamieszkujących wodę.

Skały wąwozu to podatny na erozję piaskowiec. Przez większą część roku rzeka Dades jest małym strumyczkiem. Jednak po wiosennych deszczach i przy topnieniu śniegu potrafi zamienić się w rwącą górską rzekę, rzeźbiącą w skałach nowe formacje.

Rzeka o szmaragdowym kolorze płynie leniwo. Na wiosnę zamienia się w rwący i niebezpieczny strumień.

Nasze zwiedzanie

W naszym przypadku słońce chylące się ku zachodowi nie pozwoliło na zobaczenie najciekawszego fragmentu trasy. Mowa o słynnych ze zdjęć serpentynach schodzących na samo dno doliny (link do Google Maps). Na pewno tej drogi nie polecamy tym, którzy źle się czują, jeżdżąc po zakrętach. Jest ich tutaj naprawdę dużo, porównując np. do drogi przez przełęcz Tizi n’Tichka. My postanowiliśmy się zatrzymać i przejść się kawałek pieszo pośród skał.

Byliśmy przygotowani i wyposażeni w mapy offline, które pokazywały nawet spacerowe ścieżki. Pomimo tego, w wąwozie, gdzie skały mają po kilkanaście czy kilkadziesiąt metrów wysokości, dość trudno znaleźć bezpieczną drogę w dół, bądź w górę. Do tego dochodziła jeszcze niedokładność GPS. Po kilku próbach zrezygnowaliśmy z planu spaceru według mapy i wybraliśmy się przez pobliską wioskę w kierunku ciekawie wyglądających wzgórz. Tutaj mapy już były nieprzydatne, więc szliśmy szlakami wydeptanymi przez kozy i pasterzy.

Co jest za kolejnym wzgórzem? Pewnie jeszcze jedno, i jeszcze jedno, i jeszcze…

Trasa nie była długa, zajęła nam może 2 godziny spaceru, ale krajobrazy były naprawdę piękne. Złota godzina i pomału zachodzące słońce jeszcze bardziej podkreślały pomarańczowy kolor tych intrygujących formacji skalnych. Patrząc przed siebie, mieliśmy wrażenie, że jesteśmy na Marsie. Przynajmniej tak go sobie wyobrażaliśmy 🙂 Aż miało się ochotę iść dalej do przodu, aby zobaczyć, co jest za następnym pagórkiem. Niesamowite wrażenie.

Niestety czas i zachód słońca poganiał, a w drodze do zaparkowanego samochodu musieliśmy przejść przez wioskę, w której turyści raczej nie są spotykani, a nie chcieliśmy wzbudzać niepotrzebnego zainteresowania. Przyspieszając kroku, udało nam się zaraz przed zmrokiem dotrzeć do samochodu, a do naszego noclegu mieliśmy jeszcze jeszcze kawałek drogi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *