Essaouira – wietrzna perełka Maroko

Artykuł przeczytasz w 5 minuty

Końcowym etapem naszej podróży przez Maroko miało być spędzenie kilku dni w mieście Essaouira i odpoczynek nad oceanem. Samo miasto przyciągnęło nas pocztówkowym widokiem niebieskich łodzi rybackich, z których słynie, jak też i zabytkową mediną wpisaną na listę UNESCO. Obecnie nie jest to zbyt duże miasto, posiadające niecałe 80 tysięcy mieszkańców. W artykule poniżej postaramy się Was przekonać, dlaczego warto je odwiedzić.

Geneza nazwy

W średniowieczu terenami tymi rządził Sidi Mogdoul, muzułmański przywódca, który został pochowany w Essaouirze. To najprawdopodobniej na jego cześć nazwano to miasto „Mogador”. Oficjalnie ta nazwa pojawia się zarówno w średniowieczu, jak też i w XIX i XX wieku – aż do roku 1956.

Od zdobycia niepodległości przez Maroko, miasto wróciło do nazwy wymyślonej jeszcze przez sułtana Mohammeda III. Oryginalnie miasto było nazywane Souira co oznacza „małą twierdzę”. Obecna Essaouira wywodzi się z arabskiego Es Soueïra, znaczącego „pięknie zaprojektowane” lub „piękny obraz” – co bardzo pasowało do powstałego w XVIII wieku miasta.

W porcie non stop coś się dzieje, masa mew, sprzedawców ryb – marokański chaos

Początki osadnictwa, wyspa Mogador

Pierwsze osadnictwo w tych rejonach jest datowane na V wiek przed naszą erą. To wtedy na przybrzeżnych wyspach osiedli Fenicjanie, gdzie zbudowali fort strzegący pobliskich szlaków handlowych.

Po upadku Kartaginy terenami zawładnęli Rzymianie, którzy na wyspach utworzyli „fabrykę” purpurowego barwnika, otrzymywanego z jednego gatunku ślimaków zamieszkujących okolicę. Stąd też wzięła się nazwa skał otaczających Essaouirę – Purpurowe Wyspy.

Castelo Real de Mogador

Na początku XVI wieku, na marokańskim wybrzeżu, Portugalczycy zbudowali szereg twierdz, chcąc umocnić swoje panowanie nad tą częścią Afryki. „Castelo Real de Mogador” – czyli królewski zamek, strzegł szlaków handlowych pomiędzy Safi, a Agadirem.

Portugalska fortyfikacja została ukończona w 1506 roku. Pomimo protestów lokalnych plemion berberyjskich budowa trwała tylko dwa lata. Jednak nękanie przez miejscową ludność spowodowało, że już w 1510 roku forteca została opuszczona przez portugalskie wojska i używana tylko sporadycznie przez lokalnych przywódców. Ostatni raz nazwa ta pojawia się na mapach z 1767 roku.

Wgłąb miasta można trafić na bardzo malownicze uliczki

Obecne fortyfikacje miejskie

Fortyfikacje, które możemy podziwiać do dzisiaj, pochodzą z XVIII wieku. Ich twórcą jest francuski matematyk i architekt Théodore Cornut. Wraz z innymi architektami, na zlecenie sułtana Mohammeda III (tego od pałacu), przez 12 lat budował obecne stare miasto. To wtedy powstał charakterystyczny układ prostopadłych ulic, odmienny od innych marokańskich miast. Medyna została otoczona murami, zapewniając miejsce wydzielone dla każdego – od sułtana zaczynając, przez wojsko, dyplomatów, aż na kupcach różnych nacji kończąc.

Głównym zamiarem sułtana było stworzenie z Essaouiry głównego miasta portowego w Maroko, co też się udało. Do XIX wieku większość morskiego handlu przebiegała właśnie tędy. Był to jedyny Marokański port, do którego prawo miały zawijać europejskie statki – co poskutkowało rozwojem miasta.

Wojny marokańsko-francuskie i degradacja miasta

Maroko z Francją zawsze miało pod górkę. Pierwsza wojna wybuchła w 1844 roku z powodu sojuszu marokańsko-algierskiego. To wtedy też marynarka wojenna Francji zbombardowała porty w Tangierze i Essaouirze. Żołnierze wylądowali na Purpurowych Wyspach i ostrzeliwali miasto. Po 2 dniach Essaouira została zdobyta praktycznie bez oporu, splądrowana, a stojące w porcie statki zatopione. Po pierwszym ataku, wojska dość szybko opuściły miasto.

Od tego czasu miasto zaczęło tracić na znaczeniu w kontekście całego kraju. Przysłowiowym „gwoździem do trumny” była okupacja Maroko przez Francję w latach 1912-1956. Ówczesny Mogador stał się bazą wojskową dla 8000 żołnierzy, co spowodowało dodatkowe wyludnienie miasta – lokalna ludność miała dość takiego sąsiedztwa.

Jeden z kilku placów za starymi murami mediny

Czasy obecne

Po odzyskaniu niepodległości przez Maroko w roku 1956, miasto zrezygnowało z nazwy Mogador i stało się oficjalnie Essaouirą. Dobrych kilkanaście lat zajęło, aż miasto zaczęło powoli się odradzać. W końcówce lat sześćdziesiątych stanowiło ono centrum ruchu hippisowskiego, który napłynął tutaj z Europy Zachodniej. To właśnie hippisi na nowo „odkryli” to miasto, przyczyniając się do rozwoju turystyki.

W 2001 roku na listę światowego dziedzictwa UNESCO została wpisana medina miasta, wraz z otaczającymi ją XVIII wiecznymi murami.

Turystyka i rekreacja

Jednym ze źródeł utrzymania mieszkańców jest turystyka. Całe rzesze turystów przyjeżdżają tutaj zobaczyć malownicze uliczki mediny położonej nad oceanem. W sezonie bywa tutaj naprawdę tłoczno i gwarno. Według nas, miasto jest znacznie ciekawsze niż Marrakesz. Dodatkowo wiejący znad oceanu wiatr, nawet w czasie upalnego lata, daje trochę wytchnienia.

Oprócz zabytkowej mediny, na którą warto poświęcić cały dzień lub nawet dwa, Essaouira posiada dużą i szeroką miejską plażę. Jest długa na około 2 kilometry i w najszerszym miejscu ma 200 metrów. Jest tutaj sporo naganiaczy zachęcających do przejażdżek na koniach, wielbłądach czy quadach.

Nawiązując do „wietrznej perełki” pojawiającej się w tytule artykułu – tutaj naprawdę wieje. Zagadany na targu sprzedawca powiedział, że kiedy latem całe Maroko cierpi z powodu upałów, w Essaouirze ludzie mogą odetchnąć. Ponadto wybrzeże jest rajem dla wind i kitesurferów. Można tu ich spotkać sporą ilość. Jeśli ktoś jest fanem sportów wodnych – powinien zatrzymać się tutaj na dłużej.

Targ rybny, to miejsce które warto odwiedzić w ciągu dnia

Lokalna ludność

Nie wiemy, czy to tylko nasze odczucie, ale jeśli chodzi o podejście mieszkańców do nas, jako turystów, to jest przepaść w stosunku do tego, czego doświadczyliśmy w Marrakeszu. Tam czuliśmy się czasem jak maszynki do wyciskania pieniędzy. Przez sam fakt, że przylecieliśmy z Europy byliśmy traktowani jak bogacze.

W Essaouirze w większości przypadków ludzie byli naprawdę mili. Nawet sprzedawcy na targu nas zagadywali, ale nic nachalnie. Nie oszukujemy się, że robili to całkiem szczerze – w końcu to turystyka, więc chcieli zarobić. Ale sposób, w jaki podchodzili do nas, był dużo sympatyczniejszy.

Zdarzały się też takie sytuacje, kiedy napotkani na ulicy ludzie, zaczepiali nas, żeby tak po prostu porozmawiać, nie chcąc nic sprzedać. Pytali się, jak nam się podoba miasto, skąd jesteśmy. Słysząc, że przylecieliśmy z Polski, często odpowiadali, że mają znajomych Polaków, albo nawet, że sami byli w naszym kraju.

Najciekawszym przeżyciem był obiad w małej restauracyjce, w jednej z bocznych uliczek. Był to wąski lokal, ledwo 2 metry szerokości. Na dole była kuchnia, na górze taras dla gości. Gospodarz był jednocześnie kelnerem, kucharzem i dostawcą. Gdy zabrakło mu jednej z ryb, którą zamówiliśmy, zostawił całą restauracje otwartą i poszedł na bazar kupić świeżą rybę. A jednocześnie był strasznie sympatycznym człowiekiem. Pomimo skromnego lokalu, starał się nas ugościć najlepiej, jak mógł.

Podczas ramadanu, na czas wieczornego posiłku ulice pustoszeją

Wskazówki dla odwiedzających

Jeśli chodzi o restauracje, czy zakupy na bazarze, wzór jest dość prosty. Im dalej od głównego portu, tym mniej turystów i taniej. Taką podpowiedź dostaliśmy od właściciela naszego hostelu i faktycznie w większości przypadków się to sprawdziło.

Jeśli chodzi o ceny pamiątek – to tutaj część z produktów była w dwukrotnie niższych cenach niż te, które widzieliśmy na przykład w Marrakeszu. A to dopiero zaproszenie do negocjacji, bo oczywiście w Maroko trzeba się targować o wszystko.

Miasto może być całkiem przyjemne nawet zimą. Średnia temperatura w grudniu to około 15 stopni, a mrozy tutaj nie występują. Jedynym minusem są możliwe opady deszczu. Dobrze jest zwiedzać miasto w maju lub kwietniu, gdy jest ciepło, ale jeszcze nie bardzo gorąco.

To jedyne miasto w Maroko, gdzie część z restauracji miała w swojej ofercie alkohol (i to nawet w czasie Ramadanu). Dostępne były zarówno marokańskie piwa, jak też i wina czy inne „zachodnie” mocniejsze alkohole.

Targ rybny z panoramy numer 4 oferuje nie tylko sprzedaż świeżych ryb, ale także możliwość zaniesienia wybranej przez siebie na grilla i upieczenia. Taka opcja jest znacznie tańsza niż wizyta w restauracji. Obowiązkowy punkt wycieczki dla fanów ryb 🙂

Share:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.