Prisztina – stolica spornego Kosowa

Artykuł przeczytasz w 4 minuty

Będąc w Serbii, zdecydowanie nie powinno się pomijać Kosowa. Jesteśmy świadomi, że ze względu na dość niestabilną sytuację polityczną i wewnętrzne problemy kraju, może być tam w teorii niebezpiecznie. My jednak zdecydowaliśmy się tam pojechać i sprawdzić to na własne oczy.

Kosowo

Bardzo trudno jest przedstawić historię tego kraju w sposób zwięzły i rzetelny, dlatego nie będziemy tego robić. Zainteresowanym polecamy poczytać na mądrzejszych blogach, poświęconych temu zagadnieniu. Niepodważalnym faktem jest, że te tereny od lat były miejscem konfliktów o różnych podłożach – a ostatni doprowadził do wojny u schyłku ubiegłego wieku.

Obecny efekt jest taki, że Kosowo stanowi państwo uznawane zaledwie przez część państw na świecie. Jest mocno skonfliktowane z Serbią i pozostaje pod stałym nadzorem ONZ i sił stabilizacyjnych KFOR.

Prisztina to na pewno ciekawe miasto, znajdziemy tu troche pomników, trochę rozwalających się domów, ale sporo też i takich nowych.

Przekraczanie granicy

W związku z powyższymi faktami wjazd do Kosowa wiąże się z kilkoma problemami. Jednym z nich jest samo przekraczanie granicy. Pomimo tego, że Kosowo graniczy z Serbią, Macedonią Północną i Czarnogórą, to nie znaczy, że możemy sobie do niego jeździć w tą i z powrotem.

Możemy wjechać do Kosowa od strony Serbii i wyjechać w każdą stronę. Jednak nie jest możliwy wjazd z jakiegoś ościennego państwa i wyjazd do Serbii – tutaj na granicy na pewno napotkamy problemy.

Do przekroczenia granicy jest niezbędny paszport. Tzn. niby da się na dowód, ale paszport zawsze bezpieczniej mieć. Jeśli nie jesteśmy właścicielami pojazdu, którym wjeżdżamy, musimy mieć notarialne zezwolenie na wjazd od właściciela. Jest to weryfikowane na granicy i nie warto ryzykować zawrócenia. Zielona Karta na terenie Kosowa także nie obowiązuje, więc każdy przyjeżdżający musi wykupić obowiązkowe ubezpieczenie na pojazd. Jego cena jest zależna od czasu pobytu i typu pojazdu. Za wjazd motocyklem na okres 15 dni zapłaciliśmy 10€.

Wjazd do stolicy

Od przejścia w Merdare – Prisztinę dzieli zaledwie 50 kilometrów. Już po wyjeździe z Serbii da się zauważyć, że jednak wjeżdżamy do innego kraju. Znacznie większy chaos na drogach, gęstszy ruch samochodowy. Chwilę zajmuje, zanim oswajamy się z regułami na ulicach.

Im bliżej miasta, tym gorzej, dodatkowo trafiamy na korki, remonty, zerwany asfalt i sporo pojazdów budowlanych. Przynajmniej pokazuje to, że pomimo niestabilnej sytuacji politycznej, ktoś tu inwestuje pieniądze.

Główny deptak jest dość zielony, dzięki temu nawet w dużym upale jest tutaj całkiem przyjemnie.

Kilka słów o historii miasta

Miasto powstało na bazie dawnej rzymskiej osady o nazwie Vicianum. Założył je w XIII wieku serbski król Milutin jako swoją nową stolicę. Po ważnej bitwie na Kosowym Polu w roku 1389 (która jest między innymi zarzewiem konfliktu serbsko-albańskiego), miasto podupadło. Jest to związane z panowaniem tureckim, dla którego Prisztina nie była strategicznym punktem na mapie.

W XVII wieku w mieście znaleźli się albańscy osadnicy, którzy stopniowo wypierali ludność serbską. Po długich rządach tureckich, w 1913 roku miasto trafiło pod pieczę Serbii, a następnie Jugosławii. Od 1941 roku, gdy Kosowo z Prisztiną znalazło się pod pieczą Wielkiej Albanii, w mieście zaczęły się czystki etniczne na Serbach, Żydach i Romach.

Po II Wojnie Światowej miasto stało się stolicą autonomicznego regionu w ramach Serbii, aż do proklamowania niepodległości w 2008 roku. Ten rejon to idealny przykład „kotła bałkańskiego”, jakim to synonimem jest określany ten rejon.

Plac Skanderberga nawet nocą wygląda kolorowo.

Atrakcje w mieście

Jednak dość o historii – chcemy trochę wam przybliżyć, co można robić w tym prawie 150 tysięcznym mieście. Otóż według nas, jako turystów, nie za dużo 😉 To znaczy, miasto jest ciekawe, jeśli chodzi o swój specyficzny „klimat” zbliżony bardziej do sąsiedniej Albanii niż Serbii, ale np. zabytków nie zostało zbyt wiele.

Warto zrobić sobie spacer wokół starych meczetów – w centrum miasta są trzy: Meczet Sułtana Mehmeda z XV wieku, Meczet Çarshi z XIV wieku i Meczet Pirinaz z XVI wieku. Wnętrz nie próbowaliśmy zwiedzać, bo nie do końca byliśmy pewni, jakie w Kosowie panują zasady, co do wizyt turystów w tego typu obiektach – jak ktoś wie, to prosimy o informacje 🙂

Na pewno warto zrobić sobie spacer głównym deptakiem – aleją Matki Teresy z Kalkuty, kończy się ona placem Skanderberga, przy którym znajdziemy parlament, ministerstwa i hotele.

Oprócz tego polecamy zobaczyć dwa sąsiadujące ze sobą obiekty, zlokalizowane w niewielkiej odległości od głównej alei. Pierwszy to Biblioteka Narodowa. Jej dach pokrywa 99 kopuł stylizowanych na tradycyjne, albańskie nakrycie głowy, a całość otoczona jest metalową siatką – co daje niezwykły efekt. Drugi z nich to niedokończony budynek Soboru Chrystusa Zbawiciela, będący solą w oku władz Kosowa. Jego budowa rozpoczęła się tuż przed wojną i właśnie z jej powodu nigdy nie została ukończona. Władze chcą tą ogromną świątynie wyburzyć, jako samowolę budowlaną, a Serbowie – dokończyć. Na razie stoi pusta i robi niesamowite wrażenie, ze względu na swój rozmiar. Niestety do środka legalnie wejść nie można.

To oczywiście nie wszystkie atrakcje Prisztiny. Wspomnieć musimy też, chociażby, Wielki Hammam, czyli XV-wieczne łaźnie. Obecnie niestety nieczynne, w związku z ciągnącą się latami renowacją.

Szkoda, że nie udało się zwiedzić meczetu od środka – na pewno też jest piękny.

Na pewno nie możemy powiedzieć, że Prisztina jest nudna. Życie uliczne tego miasta jest na tyle kolorowe, że może zrekompensować niewielką ilość zabytków i ciekawych miejsc (z naszego punktu widzenia ciekawych). Na pewno warto tutaj zajrzeć, dla posmakowania trochę albańskiego chaosu, bez wyjazdu do samej Albanii.

PS. Nawet w takim potencjalnie 'nieatrakcyjnym’ mieście, można znaleźć perełki. My przypadkiem trafiliśmy na kawiarnię w miejskim parku. Hamaki rozwieszone między drzewami, rozgwieżdżone niebo, oświetlenie z lampek choinkowych, muzyka i lokalne piwo – robią klimat. Niestety nie mamy pewności, czy to działało stale, czy tylko tymczasowo latem. Dlatego warto chodzić, zwiedzać, a nuż coś samemu się odkryje? 😉

Share:

1 thought on “Prisztina – stolica spornego Kosowa

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.